26 sierpnia 2026 roku Google potwierdziło wdrażanie nowego sposobu obsługi linków w wynikach wyszukiwania. Zamiast prowadzić bezpośrednio do strony, część linków może najpierw przejść przez adres google.com/goto, a dopiero potem przekierować użytkownika do właściwej witryny.
Jeśli korzystasz z Google jak większość ludzi, prawdopodobnie nawet tego nie zauważysz. Wpisujesz zapytanie, klikasz wynik i po chwili jesteś na stronie, której szukałeś.
Zmiana jest znacznie ciekawsza od strony technicznej. Szczególnie dla programów, które automatycznie pobierają wyniki Google, sprawdzają pozycje słów kluczowych i na ich podstawie obliczają widoczność domen.
Od razu warto jednak uporządkować najważniejszą kwestię: Google GoTo nie zostało ogłoszone jako aktualizacja algorytmu rankingowego. To zmiana sposobu obsługi linków w SERP-ach, a nie sygnał, że Google zaczęło inaczej oceniać Twoją stronę.
Nagły spadek na wykresie nie zawsze musi oznaczać nagły spadek w Google.
Czym jest Google GoTo i jak działa google.com/goto?
Do tej pory program analizujący wyniki wyszukiwania mógł w wielu przypadkach odczytać docelowy adres bezpośrednio z linku. Jeżeli wyniki prowadziły do Freeline, widoczny był adres domeny i można było stosunkowo łatwo ustalić, do jakiej strony prowadzi konkretny wynik.
Google GoTo dodaje pomiędzy wynik wyszukiwania a stronę internetową dodatkowy etap. Zamiast prostego:
Google -> freeline.pl
możemy otrzymać:
Google -> google.com/goto -> freeline.pl
Nie jest to teoria. Sprawdziliśmy mechanizm na własnej domenie. W naszym teście request miał dokładnie taki adres:
Po jego wywołaniu Google zwracało 302 redirect do https://freeline.pl/, a właściwa strona Freeline odpowiadała następnie kodem 200 OK.
Czyli w praktyce: google.com/goto -> 302 -> freeline.pl -> 200.
Otwórz testowy link Google GoTo prowadzący do Freeline
Rys. 1. Nasz test Google GoTo: adres google.com/goto zwraca przekierowanie 302 do freeline.pl, a strona docelowa odpowiada kodem 200.
Ważne: przekierowania 302 nie ustawiliśmy tutaj na stronie Freeline. Dodatkowy krok odbywa się po stronie Google. Dla osoby klikającej wynik jest to właściwie kosmetyka. Dla programu, który próbuje odczytać setki tysięcy takich linków, sytuacja wygląda już inaczej.
Czy Google GoTo wpływa na pozycje strony?
Samo wdrożenie Google GoTo nie jest podstawą do stwierdzenia, że Google zmieniło sposób ustalania rankingu. W oficjalnym Google Search Status Dashboard sierpniowa aktualizacja dotycząca rankingu jest opisana osobno, natomiast GoTo zostało potwierdzone jako środek techniczny związany z ochroną usług Google i przeciwdziałaniem nadużyciom.
To rozróżnienie jest ważne. Algorytm rankingowy odpowiada za to, czy Twoja strona znajduje się na pozycji 3., 10. czy 40. Google GoTo dotyczy natomiast sposobu, w jaki link z wyniku prowadzi później do tej strony.
Jeżeli więc narzędzie do monitorowania pozycji pokaże gwałtowny spadek, istnieją co najmniej dwie możliwości: strona naprawdę zmieniła pozycję albo system miał problem z prawidłowym odczytaniem wyniku. W pozycjonowaniu stron taka różnica jest podstawą dobrej diagnozy. Zanim zaczniemy zmieniać treści, linkowanie albo strukturę witryny, musimy wiedzieć, czy naprawiamy stronę, czy tylko próbujemy naprawić wykres.
Jak scrapery odczytywały wyniki Google wcześniej?
Programy monitorujące pozycje nie wpisują ręcznie każdego słowa kluczowego i nie liczą wyników tak, jak zrobiłby to człowiek. Przy większej skali proces musi być zautomatyzowany.
W dużym uproszczeniu scraper pobiera stronę wyników dla danego zapytania, rozpoznaje poszczególne wyniki, odczytuje ich adresy i przypisuje domenom określone miejsca. Jeżeli widzi adres https://freeline.pl/seo/..., wie, że wynik należy do freeline.pl.
Przy Google GoTo link może natomiast wyglądać tak:
https://www.google.com/goto?url=...
Na tym etapie widoczną domeną jest więc google.com, a nie strona znajdująca się faktycznie w wynikach. Program musi rozpoznać, że ma do czynienia z GoTo, przejść dodatkowy etap, ustalić adres docelowy i dopiero potem przypisać wynik właściwej domenie.
W przypadku pojedynczego wyszukiwania nie robi to większego wrażenia. Przy masowym pobieraniu SERP sytuacja zmienia się jednak dość szybko.
Jedna dodatkowa operacja to nadal jedna operacja. Milion dodatkowych operacji zaczyna być już infrastrukturą.
Co Google GoTo może zmienić w monitorowaniu pozycji?
Analizy branżowe wskazują, że bez odpowiedniego dostosowania mechanizm GoTo może powodować problemy z rozpoznaniem domeny docelowej, przypisaniem konkretnego URL do wyniku albo zachowaniem ciągłości danych. Jednocześnie dostawcy danych mogą wdrażać obejścia i dostosowywać sposób odczytu SERP.
I to jest ważna część całej historii: nie oznacza to, że od 26 sierpnia wszystkie narzędzia SEO pokazują błędne wyniki. Niektóre systemy mogą poradzić sobie ze zmianą od razu, inne mogą wymagać dostosowania, a problem może dotyczyć tylko części danych lub określonych elementów SERP.
Google od dawna nie składa się wyłącznie z dziesięciu niebieskich linków. Mamy wyniki lokalne, mapy i dodatkowe moduły. Jeśli prowadzisz biznes działający na określonym obszarze, więcej o samej widoczności w wynikach lokalnych przeczytasz w naszym poradniku o pozycjonowaniu wizytówki Google.
Spadek w narzędziu czy rzeczywisty spadek w Google?
Wyobraź sobie prostą sytuację. Od kilku miesięcy monitorujesz ważne dla firmy słowo kluczowe. Wczoraj strona była na pozycji 5., dziś narzędzie pokazuje 46. miejsce albo całkowity brak w TOP 50.
Trudno się wtedy nie zdenerwować. Wykres czerwony, pozycja zniknęła, a w głowie zaczyna się już układanie listy rzeczy do poprawy. Pierwszy krok powinien jednak wyglądać inaczej.
Trzeba sprawdzić, czy zmieniła się pozycja strony, czy zmienił się pomiar pozycji.
Jeśli automat nie rozpozna adresu docelowego lub błędnie przypisze wynik, fraza może zniknąć z raportu mimo tego, że strona nadal wyświetla się użytkownikom. Przy jednej frazie problem jest niewielki. Jeżeli podobna sytuacja wystąpi przy większej liczbie zapytań, automatycznie może zmienić się również liczba fraz w TOP 3, TOP 10 i TOP 50 oraz wyliczana przez system widoczność domeny.
Dlatego same słowa kluczowe i ich pozycje są bardzo przydatne, ale nie powinny działać w oderwaniu od innych danych. Raport SEO ma pomóc zrozumieć, co dzieje się ze stroną. Nie odwrotnie.
Błędna pozycja może wpłynąć na kolejne wskaźniki
Jest jeszcze jeden problem, o którym mówi się rzadziej. Pozycja słowa kluczowego często jest tylko daną wejściową. Na jej podstawie narzędzia mogą później obliczać szacunkowy ruch, udział w widoczności, wartość ruchu albo potencjalne efekty kampanii.
Jeżeli już na początku system otrzyma błędną informację, kolejne wyliczenia również mogą być zaburzone. Możemy mieć więc prosty łańcuch:
błędna pozycja -> błędna liczba fraz -> błędna widoczność -> błędny potencjalny ruch -> błędna prognoza
Nie musi to oznaczać, że algorytm wyliczający wartość ruchu jest zły. Może działać perfekcyjnie. Tyle że nawet najlepszy kalkulator nie pomoże, jeśli wpiszemy do niego niewłaściwe liczby.
To jeden z powodów, dla których podczas oceny kampanii nie patrzymy wyłącznie na pozycje. Widoczność powinna prowadzić do wejść na stronę, a te ostatecznie do zapytań, zakupów albo innych konwersji.
Jak sprawdzić, czy problem leży w stronie, czy w pomiarze?
Jeżeli po 26 sierpnia widzisz nietypową zmianę w narzędziu SEO, nie trzeba jej ani ignorować, ani od razu traktować jak wyroku. Najlepiej sprawdzić, czy podobny trend widać również w innych danych.
W praktyce przeanalizowałbym przede wszystkim:
- wyświetlenia i kliknięcia w Google Search Console,
- średnią pozycję najważniejszych zapytań,
- ruch organiczny w analityce,
- wybrane frazy sprawdzone niezależnie,
- konwersje, leady lub sprzedaż z ruchu organicznego.
Google Search Console jest tutaj szczególnie wartościowe, ponieważ mamy do czynienia z danymi Google dotyczącymi tego, jak strona rzeczywiście pojawia się użytkownikom. Nie należy jednak porównywać średniej pozycji z GSC jeden do jednego z pojedynczym odczytem rank trackera. To różne metody pomiaru. Znacznie ważniejszy jest kierunek zmian.
Jeżeli zewnętrzny system pokazuje utratę połowy widoczności, a jednocześnie znacząco spadają wyświetlenia, kliknięcia, ruch i sprzedaż, mamy coraz więcej sygnałów, że rzeczywiście coś się wydarzyło. Jeżeli natomiast katastrofa istnieje tylko na jednym wykresie, podczas gdy pozostałe dane wyglądają normalnie, warto najpierw sprawdzić sposób pomiaru.
W branżowej dyskusji pojawia się podobne podejście: pozycje są traktowane coraz częściej jako wskaźnik kierunkowy, który warto zestawiać z GSC, kliknięciami, widocznością zapytań, konwersjami i przychodem. To opinia praktyków, a nie oficjalne stanowisko Google.
Nie chodzi o to, żeby przestać sprawdzać pozycje. Chodzi o to, żeby nie pomylić termometru z chorobą.
Czy Google GoTo ma utrudnić scraping?
Tutaj trzeba zachować ostrożność. Google oficjalnie potwierdziło GoTo i wskazało, że od dawna wdraża techniczne środki przeciw rozwijającym się formom nadużyć oraz regularnie podejmuje działania chroniące swoje usługi i użytkowników.
Firma nie powiedziała jednak wprost, że Google GoTo powstało po to, aby blokować scrapery SEO albo narzędzia monitorujące pozycje.
Taka interpretacja pojawia się jednak w branży. Dodatkowa warstwa pomiędzy wynikiem wyszukiwania a stroną docelową może utrudniać masowe pobieranie danych, zwiększać liczbę operacji potrzebnych do ustalenia właściwego URL i podnosić koszt automatycznej analizy SERP. Podobne przypuszczenia pojawiają się również w społeczności SEO, ale pozostają opiniami i hipotezami, nie oficjalnym wyjaśnieniem intencji Google.
Najbezpieczniej powiedzieć więc tak: ograniczenie prostego scrapowania jest prawdopodobnym efektem Google GoTo, ale nie mamy oficjalnego potwierdzenia, że był to jedyny albo główny cel wdrożenia.
Co Google GoTo oznacza dla właściciela strony?
Jeśli prowadzisz firmę albo sklep internetowy, nie musisz zmieniać strony tylko dlatego, że w wynikach pojawił się google.com/goto. GoTo samo w sobie nie oznacza kary, utraty indeksacji ani obniżenia rankingu.
Zmienia przede wszystkim warunki, w których część zewnętrznych systemów zbiera informacje o Google. Dlatego po każdej większej anomalii w raporcie warto sprawdzić, czy zgadzają się z nią dane z innych źródeł.
To zresztą dobre podejście niezależnie od GoTo. Dzisiejsze SEO coraz trudniej zamknąć w jednym wykresie pozycji. Użytkownik może zobaczyć mapę, klasyczny wynik, element AI albo inną funkcję SERP, a sama wysoka pozycja nic nam nie daje, jeżeli po wejściu na stronę nikt nie wykonuje oczekiwanego działania. Dlatego w SXO patrzymy dalej niż samo miejsce w rankingu. Liczy się cała droga od wyszukania do działania użytkownika.
Jak analizować SEO po zmianie Google GoTo?
Google GoTo jest dobrym przypomnieniem, że automatyczne narzędzia powinny wspierać analizę, a nie zastępować myślenie.
Pozycje nadal są potrzebne. Dzięki nim widzimy trendy, możemy obserwować konkurencję i szybko wykrywać anomalie. Jednak mocne decyzje SEO najlepiej podejmować wtedy, gdy podobną historię opowiada kilka danych jednocześnie.
Pozycja pokazuje, czy jesteśmy widoczni. Wyświetlenia pokazują, czy Google rzeczywiście prezentuje nas użytkownikom. Kliknięcia mówią, czy wynik zachęca do wejścia. Ruch pokazuje, ilu użytkowników dociera na stronę, a konwersje odpowiadają na najważniejsze pytanie: czy cała ta widoczność daje coś biznesowi.
Tak samo powinien działać dobry content marketing. Nie tworzymy treści po to, żeby mieć więcej tekstu w internecie. Tworzymy je po to, żeby dało się je znaleźć, przeczytać i wykorzystać.
Z danymi SEO jest podobnie. Nie potrzebujemy największej liczby wykresów. Potrzebujemy takich danych, na podstawie których da się podjąć dobrą decyzję.
Nagły spadek w narzędziu jest sygnałem do analizy, a nie automatycznym dowodem spadku w Google.
Google GoTo - najczęstsze pytania
Co to jest Google GoTo?
Google GoTo to mechanizm, w którym link z wyników wyszukiwania może najpierw prowadzić przez adres google.com/goto, a dopiero później przekierować użytkownika do właściwej strony. Google potwierdziło wdrażanie tego rozwiązania 26 sierpnia 2026 roku.
Czy google.com/goto wpływa na pozycje stron?
Google nie przedstawiło GoTo jako aktualizacji algorytmu rankingowego. Mechanizm dotyczy technicznego sposobu obsługi linków w wynikach wyszukiwania, a nie samej kolejności stron w rankingu.
Czy Google GoTo może wpływać na narzędzia SEO?
Może utrudniać systemom automatyczne odczytanie właściwego adresu docelowego. Dostawcy narzędzi mogą jednak dostosować swoje systemy, dlatego nie należy zakładać, że problem dotyczy każdego programu lub wszystkich jego danych.
Czy nagły spadek pozycji oznacza, że strona rzeczywiście spadła?
Nie zawsze. Nietypowy spadek warto zweryfikować na podstawie Google Search Console, ruchu organicznego, kliknięć, wyświetleń oraz najważniejszych zapytań. Dopiero połączenie kilku źródeł pozwala ocenić, czy zmienił się ranking strony, czy problem dotyczy sposobu jego pomiaru.
